
Do filmu Martina Scorsese podszedłem z nadzieją na dobrą rozrywkę, w końcu koleś nakręcił takie kultowe pozycje jak: "Kasyno" czy "Chłopcy z ferajny". Mój apetyt wzrósł gdy zobaczyłem obsadę:
- Jack Nicholson
- Matt Damon
- Martin Sheen
- Mark Wahlberg
- Leonardo DiCaprio
Fabuła kręci się woków dwóch świeżo upieczonych absolwentów szkoły policyjnej. Collin Sullivan (Matt Damon) pracuje dla lokalnej mafii, której szefem jest Frank Cotello (Jack Nicholson). Sullivan po ukończeniu szkoły policyjnej zostaje mafijną wtyką w policji. Natomiast drugi świeży policjant - Bill Costigan (Leonardo DiCaprio), ma za zadanie przeniknąć do struktur mafii i przyczynić się do ujęcia Franka Cotello.
Każda ze stron z czasem zaczyna orientować się, że ma w swoich strukturach szpiega i zleca swoim "kretom" wytropienie zdrajcy. Główni bohaterowie zaczynają szukać siebie nawzajem, starając się jednocześnie zacierać ślady, aby nie zostać wykrytym.
Cóż pomysł na scenariusz fajny, lecz niestety wg. mnie zmarnowany. Filmowi brak klimatu, a już z pewnością jest o lata świetlne za wspomnianymi przeze mnie wcześniej "Chłopcami z ferajny" czy "Kasynem". Ogląda się toto lekko, bez większych emocji, zupełnie jak typowy średni amerykański film sensacyjny. Bardzo rozczarowała mnie gra Jacka Nicholsona, czułem się jakbym oglądał "About Schmidt" lub "Something's Gotta Give" (Lepiej późno niż później). Zamiast bezwzględnego szefa mafii, Nicholson zagrał "miłego" dziadka z sensacyjnej komedyjki. Zaskoczył mnie natomiast Leonardo DiCaprio, najbardziej wyróżniający się aktor w tym filmie. Może momentami trochę przeginał (w kilku scenach prawie płakał rozmawiając z Cotello, za co powinien zarobić kulkę), ale na tle reszty wyszedł na plus.
Cóż film ogólnie mnie zawiódł, do tego wkurzyła mnie końcówka, brak klimatu itd. Zmarnowane 2h życia, ocena 4/10.
