niedziela, 16 listopada 2008

The Departed (Infiltracja)


Do filmu Martina Scorsese podszedłem z nadzieją na dobrą rozrywkę, w końcu koleś nakręcił takie kultowe pozycje jak: "Kasyno" czy "Chłopcy z ferajny". Mój apetyt wzrósł gdy zobaczyłem obsadę:
  • Jack Nicholson
  • Matt Damon
  • Martin Sheen
  • Mark Wahlberg
  • Leonardo DiCaprio
Chociaż ten ostatni aktor nie jest akurat moim ulubieńcem.
Fabuła kręci się woków dwóch świeżo upieczonych absolwentów szkoły policyjnej. Collin Sullivan (Matt Damon) pracuje dla lokalnej mafii, której szefem jest Frank Cotello (Jack Nicholson). Sullivan po ukończeniu szkoły policyjnej zostaje mafijną wtyką w policji. Natomiast drugi świeży policjant - Bill Costigan (Leonardo DiCaprio), ma za zadanie przeniknąć do struktur mafii i przyczynić się do ujęcia Franka Cotello.
Każda ze stron z czasem zaczyna orientować się, że ma w swoich strukturach szpiega i zleca swoim "kretom" wytropienie zdrajcy. Główni bohaterowie zaczynają szukać siebie nawzajem, starając się jednocześnie zacierać ślady, aby nie zostać wykrytym.
Cóż pomysł na scenariusz fajny, lecz niestety wg. mnie zmarnowany. Filmowi brak klimatu, a już z pewnością jest o lata świetlne za wspomnianymi przeze mnie wcześniej "Chłopcami z ferajny" czy "Kasynem". Ogląda się toto lekko, bez większych emocji, zupełnie jak typowy średni amerykański film sensacyjny. Bardzo rozczarowała mnie gra Jacka Nicholsona, czułem się jakbym oglądał "About Schmidt" lub "Something's Gotta Give" (Lepiej późno niż później). Zamiast bezwzględnego szefa mafii, Nicholson zagrał "miłego" dziadka z sensacyjnej komedyjki. Zaskoczył mnie natomiast Leonardo DiCaprio, najbardziej wyróżniający się aktor w tym filmie. Może momentami trochę przeginał (w kilku scenach prawie płakał rozmawiając z Cotello, za co powinien zarobić kulkę), ale na tle reszty wyszedł na plus.
Cóż film ogólnie mnie zawiódł, do tego wkurzyła mnie końcówka, brak klimatu itd. Zmarnowane 2h życia, ocena 4/10.

sobota, 15 listopada 2008

The Strangers


"Film oparty na prawdziwych wydarzeniach" - w ten oto sposób wita nas dzieło Bryana Bertino o tytule "Nieznajomi". Za chwilę jednak naszym oczom ukazuje się informacja, że w zasadzie nie wiadomo co tak naprawdę wydarzyło się w tym domu. Czyli trochę z wami widzami polecieliśmy w chuja z tym pierwszym stwierdzeniem o prawdziwości wydarzeń i będziemy zmyślać na całego, ale co tam lecimy z tym koksem.
Dwójka bohaterów wraca z wesela w niezbyt dobrych nastrojach do stojącego na uboczu domu. Tak zgadza się, akcja filmu dzieje się w domu, jak przystało na horror. Ci straszeni siedzą przez większość czasu w domu i panikują, natomiast straszący łażą wokół domu i od czasu do czasu po domu no i oczywiście straszą. Taaaa cała esencja filmu, no ale po kolei.
Pierwsze 20 minut filmu jest całkiem fajne, wprowadza nas w klimat i lekko przybliża parę którą będziemy oglądać jeszcze przez ponad godzinkę. Niestety gdy tylko zjawiają się tytułowi nieznajomi klimat i jakość filmu opada w tempie wykładniczym i jeszcze przed napisami końcowymi wali mocno w samo dno próbując kopać w mule. Odniosłem wrażenie, że film miał pokazać terror psychiczny jaki zgotowali jacyś psychole bezbronnym ludziom, szczując ich i nękając, odbierając wszelką nadzieję na możliwość ujścia z życiem. Niestety caly film przerodził się z "straszymy głównych bohaterów" w "straszymy widza" czyli zwykły horrorek. Gdyby jeszcze twórcy robili to otwarcie się do tego przyznając, ale strasznie wkurzyło mnie pierwsze zdanie iż wszystko to oparte jest na faktach i przez cały film owo stwierdzenie kołatało mi się po głowie dodając minusy każdej kolejnej scenie. Do samego końca oglądamy osaczonych łażących bez ładu i składu po domu albo wokół niego - kompletnie bez sensu, przy okazji mijając się od czasu do czasu z napastnikami. Owi napastnicy wcale lepsi nie są, szlajają się waląc w drzwi i okna, albo stoją i gapią się na swoje ofiary - doprawdy przerażające.... Bardzo szybko film staje się po prostu nudny, a po godzinie przyłapałem się na tym, że kompletnie nie oglądam "akcji" tylko zastanawiam się co jutro zjem na obiad. Do tego dodam jeszcze że wszystkie dialogi w filmie można by spisać na kartce A4, albo nawet na połowie takiej kartki.
A teraz na koniec spojler, który oddaje cały sens tego cholernego filmu:
załamana bohaterka pyta: "Dlaczego nam to robicie?" i słyszy odpowiedź: "Bo byliście w domu!". O żesz jasna cholera jakie wstrząsające i prawdziwe (bo na faktach). Muszę mniej siedzieć w domu, żeby zmniejszyć prawdopodobieństwo, że mnie też spotka taki straszny los do drzwi zapukają psychopatyczni nieznajomi. W takim razie kończę tego posta i spadam na piwo, bo sam już nie wiem czy gorszy mój post czy ten film.